Zarezerwuj swój termin ślubny →
O mnie

Paulina
Pawlas

Kim jestem?

Pierwsze wspomnienie z aparatem w ręku to polaroid cioci i fascynacja tym, że jedna chwila może zostać zatrzymana na zawsze. Zdjęcia zaczęłam robić w podstawówce, a pierwszą lustrzankę dostałam w wieku 14 lat. Tak, mam na koncie sesje na torach robione koleżankom z klasy. Na szczęście od tamtych czasów minęło sporo czasu, a moje umiejętności znacznie się poprawiły. Fotografia niezmiennie jest jednak moją największą pasją i mam to szczęście, że stała się moją pracą.

Lubię obserwować. Ludzi, ich relacje, emocje i zmieniające się wokół nich światło. Lubię miejsca, obok których inni przechodzą obojętnie, i zachwycać się drobnymi rzeczami. Ba! Uważam, że to moja supermoc. Pracuję dużo i naprawdę to lubię. Jestem też bardzo skrupulatna. Możecie być pewni, że każdemu zdjęciu, które do Was trafia, poświęcam odpowiednią dozę uwagi.

Sentymentalna fotka z dzieciństwaPaulina z aparatem dziś

Wierzę, że moja osobowość dodaje wartości zdjęciom, które robię.

Jestem kobietą…

urodzoną w latach 90., dorastającą w 00. To nostalgiczny czas, ale nie nazwałabym go pięknym. Raczkująca kultura konsumpcyjna z jednym, wąskim wzorcem kobiecej atrakcyjności na długo przeorała nam głowy. Przez lata uczono nas patrzeć na siebie oczami innych: szukać wad, porównywać się, poprawiać. Dziś uczę się patrzeć na siebie i Was inaczej, bez oceniania, z czułością.

dlaczego o tym mówię?

Wiem, że chcemy mieć ładne zdjęcia, a jednocześnie wstydzimy się pozować. Wiem też, że każdy z nas ma jakieś kompleksy i to zupełnie normalne. Bardzo lubię zauważać piękno tam, gdzie inni go nie widzą. Dlatego osoby przed moim obiektywem zasługują na więcej niż tylko ładne ujęcie. To gest czułości wobec siebie i swojej drogi.

Kobieta z kubkiem przy oknie

Jestem mamą…

ludzką i psią. Odkąd urodziła się moja córka, zwolniłam i wydoroślałam. Ale też stałam się pewniejsza siebie, sięgam po to, na czym mi zależy, i nie przejmuję się opinią innych. Nasz psiak, Obi, trafił do nas ze schroniska, z traumą i agresją lękową. Nauczenie się go i pozwolenie, żeby on nauczył się mnie, było jedną z ważniejszych lekcji w moim życiu. Mam ogromną wrażliwość na przyrodę i zwierzęta i traktuję je z takim samym szacunkiem jak ludzi.

dlaczego o tym mówię?

Bo wiem, jak wygląda życie z dzieckiem - to prawdziwe, nie z Instagrama. Sama miałam sesję ciążową, a dziś robimy sobie sesje rodzinne, więc te wszystkie wątpliwości znam z autopsji. Wiem też, że dzieci na sesjach płaczą, rozrabiają albo w ogóle nie mają na nie ochoty. I to jest okej, serio. Potrafię z nimi rozmawiać i mam nieziemską cierpliwość. A dzięki Obiemu znam podstawy psiej behawiorystyki, więc jeśli Wasz pies bywa „trudny”, a chcecie go wziąć na sesję… cóż, nie mogliście lepiej trafić.

Mama z dzieckiem na polnej drodze

Jestem żoną…

a z mężem tworzymy szczęśliwą rodzinę, szanujemy się i kochamy. Zbudowaliśmy nasz wymarzony dom i wyprowadziliśmy się za miasto, żeby cieszyć się sobą po swojemu, z dala od zgiełku. Wychowujemy nasze dziecko w ciekawości, uważności i wrażliwości na świat, bo chcemy, żeby było dobrym człowiekiem. I właśnie te wartości, które razem pielęgnujemy, motywują mnie do tego, żeby na zdjęciach łapać Wasze prawdziwe emocje, a nie ich pozowaną wersję.

dlaczego o tym mówię?

Sama przeżyłam własne wesele i byłam Panną Młodą, więc doskonale wiem, z czym się to je. Dlatego podczas reportażu ślubnego służę nie tylko aparatem, ale i pomocą oraz doradztwem na każdym etapie. Podobnie jest z sesjami rodzinnymi. Wiem, że nie każdy czuje się swobodnie przed obiektywem, i że czasem to jedno z Was namawia drugie. Znam to z pracy z wieloma parami i wiem, jak sprawić, żeby nawet największy sceptyk się rozluźnił.

Panna młoda w welonie nad Wisłą

Jestem fotografką…

choć nie byłam nią zawsze. Po studiach filologicznych i ekonomicznych kilka lat pracowałam w marketingu. Zawsze przy obrazie i komunikacie, ale ciągle czułam, że chcę tworzyć coś autentycznego, dla ludzi, a nie dla konsumentów. Tworzyć, nie sprzedawać. W 2024 roku postawiłam wszystko na jedną kartę - założyłam nowe konto na Instagramie i zaczęłam pokazywać swoją pracę. Dziś mam zaplanowane sesje na wiele miesięcy do przodu i jestem najszczęśliwsza na świecie, że to, co robię, sprawia ludziom radość. Że moje zdjęcia wiszą u Was na ścianach, są tapetami w telefonach i trafiają do rodzinnych albumów - tych samych, które kiedyś przeglądać będą Wasze dzieci i wnuki.

dlaczego o tym mówię?

Doświadczenie z marketingu wcale mnie nie opuściło. Pomaga mi dziś tworzyć sensowne sesje biznesowe, a nie tylko takie z laptopem i kubkiem kawy w tle. Historia i storytelling są dla mnie wyznacznikiem dobrego zdjęcia i reportażu. A dzięki filologii sesje mogę poprowadzić całkowicie po angielsku, jeśli tak Wam wygodniej.

Paulina z aparatem przy oknie

A jeśli po przeczytaniu tych okruchów o mnie coś Cię przekonało, napisz. Chociażby po to, żeby pogadać.

Napisz do mnie